Efekty wiosennego sezonu badawczego
Ogłoszenie
Prezentujemy fragmenty wywiadów etnograficznych zebranych w czasie prowadzonych w sezonie wiosennym badań terenowych w ramach projektu „Woda w życiu i kulturze mieszkańców Rzeszowszczyzny”, dofinansowanego ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury oraz Województwa Podkarpackiego.
Woda dla pszczół
„Tu, jakieś czterysta metrów od domu, mamy też kilkanaście stojących uli stałych, na pasiece, i właśnie tam była możliwość wykopania niewielkiego stawku. A przy okazji jak widzieliśmy kierunek spływu wody do tego stawku, bo się z brzegu pokazało, wykopaliśmy na dwa betony studzienkę, tam z dziewięć metrów powyżej, która napełnia się wodą, jest tam w sumie siedemset liter wody. I spływa do tego stawka, a wokół tej studzienki wypływa, podnosi poziom ponad poziom terenu i robi się trochę mokradło. I można tam zauważyć jak pszczoły nalatują pić wodę, bo do rozrodu, do wychowu czerwiu im jest potrzebna. Mają ją pod dostatkiem i mają ją czystą. Bo na przykład w okolicy domów jak ktoś przepuszcza ścieki, to pszczoła szuka, no i wtedy wiadomo, dostaje wodę taką ze ścieku. A tamta pasieka jest taka po prostu najbardziej bezpieczna, bo w przeciwnym razie pszczoły sobie radzą różnie, tu tereny suche, gdzie o wodę jest trudno. Wtenczas one szczególnie rano, jak jest rosa, można zauważyć jak one zbierają ją na trawie. A tu mają wyciek: ona siada wtenczas tak na trawie, jak i gdzieś tam na ziemi i pije. Także przy pasiece to jest dobrodziejstwo takie.”
(Husów, Andrzej Kisała, wywiad prowadziła Agata Hemon)
(Husów, Andrzej Kisała, wywiad prowadziła Agata Hemon)
Woda na nerwicę
„Ale teraz pani powiem, jak mnie zakonnica wyleczyła w Przewrotnym. Miałam taką silną nerwicę, lękowo miałam, że mi się zdawało, że się drzewa na mnie walą na podwórku. Tak, no i proponowali mi tą zakonnice. Sąsiad był on tam stamtąd, Staniszewskie, jak na Kolbuszowe się jedzie. On mnie wtedy zawoził, myśmy nie mieli samochodu. Miałam taką nerwicę, żem taka sucha byłam, szczuplutka. I do zakonnicy mnie zawiózł. Zajechałyśmy, kolejka była ustawiona, bo ludzie przyjeżdżali tam po leczenie do niej. Tak. Patrzę, tako stajnio jest. Przez szkło widać, jak krowa łogonem merda. Ta zakonnica chowała krowę, a wtedy myśmy trafiły, bo ona gdzieś malowanie miała kuchni. Takie garki postawiane, nie było nawet gdzie przejść, ta krowa po drugiej stronie tego. No i pyta się mnie, co mi dolega? Ja mówię, widzi siostra, jak ja wyglądam i tego. Mówię, że mum taką nerwica. To na mie mówi: przynieś se pani w południe o dwunastej ze źródlanej studni wiadro wody. I rozmarynu sobie przygotuj. Masz nocną koszulę lnianą. -Nie mam nocnej koszuly lnianej, mam flanelową. -Uszyj sobie lnianą koszulę. I o dwunastej w południe… ta woda będzie stała do wieczora, aż będę się kłaść spać, żeby już później nigdzie nie chodzić. Ubrać, umaczać sobie tą koszulę lnianą w tej wodzie, wygnieć dobrze, ubrać sobie, na wierzch flanelową założyć, szklankę, literatkę rozmarynu napić ciepłego i spirytusu prawdziwego, kieliszek se wlać na głowę, rozetrzyć, założyć sobie chustkę, położyć się spać i żeby już nie wstawać. Aż rano. Miałam jeszcze na zastrzyk przyjechać w maju do niej, ale już nie byłam, wie Pani, że mnie to pomogło?”
(Kamień, Hanna Szewczyk, wywiad prowadziła Maria Kula)
(Kamień, Hanna Szewczyk, wywiad prowadziła Maria Kula)
Objawienia przy źródełku
RŚ: „Na Paświskach mamy źródełko. To są takie wiejskie łąki i to tak popularnie było zawsze zwane Paświska. I tak zostało. Dawniej to była każda tam łąka już tak przypisana do jakiegoś tam gospodarza i każdy tam kosił. I tam było takie źródełko od dawna. I gdzieś tam w czterdziestych latach były tam objawienia.
JA: W 49 roku były takie objawienia. Były takie objawienia u nas i w Lipnicy. Ja to, jako dziecko, to pamiętam, to pielgrzymki były całe tutaj. Ale to wtedy to UB i policja to rozganiała to wszystko.
RŚ: Była taka Marysia, której się Maryja, Matka Boska objawiała. Widziała w tej wodzie Matkę Boską. Tak, to kobieta, która zmarła kilka lat temu dopiero. Mieszkała tutaj wcześniej, znaczy ona nie mieszkała, ona była na służbie u wujka. Ona była ze Staniszewskiego, później mieszkała w Stalowej Woli już teraz do końca swoich dni. Ale faktycznie było coś takiego.
JA: No to my przekazujemy. I to źródełko, ono tam na tych Paświskach funkcjonowało. Boguń, który on tam bardzo wierzył w te objawienia, w to wszystko. To była jego bratanica. I postawił tam studzienkę i ta studzienka jest. I ludzie przyjeżdżają.”
JA: W 49 roku były takie objawienia. Były takie objawienia u nas i w Lipnicy. Ja to, jako dziecko, to pamiętam, to pielgrzymki były całe tutaj. Ale to wtedy to UB i policja to rozganiała to wszystko.
RŚ: Była taka Marysia, której się Maryja, Matka Boska objawiała. Widziała w tej wodzie Matkę Boską. Tak, to kobieta, która zmarła kilka lat temu dopiero. Mieszkała tutaj wcześniej, znaczy ona nie mieszkała, ona była na służbie u wujka. Ona była ze Staniszewskiego, później mieszkała w Stalowej Woli już teraz do końca swoich dni. Ale faktycznie było coś takiego.
JA: No to my przekazujemy. I to źródełko, ono tam na tych Paświskach funkcjonowało. Boguń, który on tam bardzo wierzył w te objawienia, w to wszystko. To była jego bratanica. I postawił tam studzienkę i ta studzienka jest. I ludzie przyjeżdżają.”
Objawienia przy źródełku c.d.
EA: „No i taką kapliczkę, ta kapliczka też.
RŚ: Ale kapliczka jest teraz. Wcześniej to było tylko takie źródełko, że to było właśnie w miejscu tych objawień, to było źródełko. I w tym momencie to ma już taką, że to jest właśnie ta woda, że nawet uzdrawia. Tam jest teraz zrobiona już taka forma jakby studni, ogrodzone to jest. Ja przyznaję, że my często tam jeździmy. To praktycznie chyba nie ma dnia, żeby tam nie było kogoś. I biorą tę wodę i wiele osób twierdzi, że ta woda uzdrawia. Nawet teraz od dwóch lat jest tam postawiony pomnik Boga Ojca, który był gdzieś tam dedykowany na Ukrainę, ale z racji wojny został tutaj postawiony. Biskup tak zdecydował. Więc jest tutaj też zrobiony piękny pomnik tego Boga Ojca, jest droga krzyżowa zrobiona. Nikomu to nie przeszkadza, że tam ludzie się gromadzą, że tam od czasu do czasu są jakieś takie msze odprawiane. Przynajmniej nasz ksiądz poprzedni i ten, nie? Jeden z księży uważał, że to jest jakaś herezja. Natomiast obecny ksiądz często wspomina, że lubi sobie tam wieczorkiem podjechać, bo tam jest jakaś taka specyficzna atmosfera. No bo jest, tak. Czuje się tam po prostu... Inaczej. Tak. Taką obecność, no ja nie potrafię też tego nazwać, bo nie potrafię tego nazwać, ale faktycznie tak jest. Czuje się tak, jakby tam coś było.
GM: Jest piękna droga krzyżowa już od dwóch lat zrobiona, jak został poświęcony ten pomnik Boga Ojca. Ale tam jest taka kapliczka, jest fundacja, nazywa się ta fundacja Kwiat Łąk bodajże. To jest chyba z Kamienia.
RŚ: Oni się tam też opiekują, tam jest taki domek postawiony, co jakiś czas tam się odbywają modlitwy, msze też są odprawiane.
JA: Normalnie ludzie przyjeżdżają. Są tam ławeczki. Modlą się, różaniec odprawiają. Korzystają z tej studzienki, wodę biorą, piją wodę. Ja tam też często podjeżdżam, odmywam się wodą. Ale nawet dość z daleka ludzie przyjeżdżają.
RŚ: Ale tutaj nawet powiedziałabym, że częściej są ludzie właśnie z zewnątrz gdzieś, niż... No bo dla nas to jest to znane już takie, a ludzie przyjeżdżają. Do mnie często ktoś dzwoni z racji, że gdzieś tam telefon też jest podany na stronie właśnie, gdzie to jest, jak dojechać, pytają się. Z daleka ludzie. U nas zawsze to źródełko było, zawsze się wiedziało, że tam jest miejsce, można powiedzieć, święte, bo tak było przekazywane. Przynajmniej myśmy tak zawsze wiedzieli, jako dzieci. No na tym miejscu, gdzie właśnie były te objawienia, było powiedziane, że kiedyś tutaj powstanie klasztor. Taka była mowa.”
(Mazury, zbiorowy, wywiad prowadził Adam Dragan)
RŚ: Ale kapliczka jest teraz. Wcześniej to było tylko takie źródełko, że to było właśnie w miejscu tych objawień, to było źródełko. I w tym momencie to ma już taką, że to jest właśnie ta woda, że nawet uzdrawia. Tam jest teraz zrobiona już taka forma jakby studni, ogrodzone to jest. Ja przyznaję, że my często tam jeździmy. To praktycznie chyba nie ma dnia, żeby tam nie było kogoś. I biorą tę wodę i wiele osób twierdzi, że ta woda uzdrawia. Nawet teraz od dwóch lat jest tam postawiony pomnik Boga Ojca, który był gdzieś tam dedykowany na Ukrainę, ale z racji wojny został tutaj postawiony. Biskup tak zdecydował. Więc jest tutaj też zrobiony piękny pomnik tego Boga Ojca, jest droga krzyżowa zrobiona. Nikomu to nie przeszkadza, że tam ludzie się gromadzą, że tam od czasu do czasu są jakieś takie msze odprawiane. Przynajmniej nasz ksiądz poprzedni i ten, nie? Jeden z księży uważał, że to jest jakaś herezja. Natomiast obecny ksiądz często wspomina, że lubi sobie tam wieczorkiem podjechać, bo tam jest jakaś taka specyficzna atmosfera. No bo jest, tak. Czuje się tam po prostu... Inaczej. Tak. Taką obecność, no ja nie potrafię też tego nazwać, bo nie potrafię tego nazwać, ale faktycznie tak jest. Czuje się tak, jakby tam coś było.
GM: Jest piękna droga krzyżowa już od dwóch lat zrobiona, jak został poświęcony ten pomnik Boga Ojca. Ale tam jest taka kapliczka, jest fundacja, nazywa się ta fundacja Kwiat Łąk bodajże. To jest chyba z Kamienia.
RŚ: Oni się tam też opiekują, tam jest taki domek postawiony, co jakiś czas tam się odbywają modlitwy, msze też są odprawiane.
JA: Normalnie ludzie przyjeżdżają. Są tam ławeczki. Modlą się, różaniec odprawiają. Korzystają z tej studzienki, wodę biorą, piją wodę. Ja tam też często podjeżdżam, odmywam się wodą. Ale nawet dość z daleka ludzie przyjeżdżają.
RŚ: Ale tutaj nawet powiedziałabym, że częściej są ludzie właśnie z zewnątrz gdzieś, niż... No bo dla nas to jest to znane już takie, a ludzie przyjeżdżają. Do mnie często ktoś dzwoni z racji, że gdzieś tam telefon też jest podany na stronie właśnie, gdzie to jest, jak dojechać, pytają się. Z daleka ludzie. U nas zawsze to źródełko było, zawsze się wiedziało, że tam jest miejsce, można powiedzieć, święte, bo tak było przekazywane. Przynajmniej myśmy tak zawsze wiedzieli, jako dzieci. No na tym miejscu, gdzie właśnie były te objawienia, było powiedziane, że kiedyś tutaj powstanie klasztor. Taka była mowa.”
(Mazury, zbiorowy, wywiad prowadził Adam Dragan)
Flisacy szturmują Sandomierz
Po raz trzeci wspólnie z miastem Sandomierz organizować będziemy jako grupa Napędzanych Wisłą Wianki Flisackie, czyli takie odtwarzanie pewnych tradycji, ale też pokazanie naszych łodzi. To jest impreza nawet i trzydniowa, bywała, zazwyczaj ten pierwszy dzień to jest piątkowy, to jest taki bardziej spokojny, jakieś warsztaty plastyczne, plecenie wianków itd., ale też w drugi dzień jest odtworzenie szturmu flisaków na miasto, ze względu na zachowania flisaków, którzy płynąc gdzieś tam, zachowywali się nieobyczajnie i rajcy sandomierscy zakazali wchodzenia do miasta flisakom, więc flisacy próbowali to sforsować w różny sposób. Zostało to opisane w różnych wydawnictwach, u Jakuba Bojki można poczytać.
Formalnie wystąpiliśmy do Rady Miejskiej o zgodę na wejście do miasta, więc otrzymaliśmy taką zgodę i każdorazowo zaczyna się bój o wejście na Przy Bramie Opatowskiej, gdzie grupa flisaków uzbrojona w wiosła, bosaki próbuje wejść do miasta, po drugiej stronie jest grupa rycerzy sandomierskich broniących wejścia do miasta. Takie przepychanki, dyskusje, jest oczywiście komentarz do tego stosowny przygotowany w oparciu o teksty XVII-wieczne i późniejsze.
Oczywiście jest później pojmanie flisaka, zakucie w dyby i ostatecznie kończy się to porozumieniem, zgodą włodarzy miasta na wejście do miasta, jest przemarsz huczny, dołączają się turyści, przejście grupy flisaków, na to wydarzenie przyjeżdżają flisacy z różnych stron, są ulanowscy, są śląscy, krakowscy, więc wygląda to dosyć ciekawie, dla turystów szczególnie. Później są pokazy szkutnicze, są zajęcia, plener malarski.
(Nowa Dęba, Wiesław Ordon, wywiad prowadził Janusz Radwański)
Formalnie wystąpiliśmy do Rady Miejskiej o zgodę na wejście do miasta, więc otrzymaliśmy taką zgodę i każdorazowo zaczyna się bój o wejście na Przy Bramie Opatowskiej, gdzie grupa flisaków uzbrojona w wiosła, bosaki próbuje wejść do miasta, po drugiej stronie jest grupa rycerzy sandomierskich broniących wejścia do miasta. Takie przepychanki, dyskusje, jest oczywiście komentarz do tego stosowny przygotowany w oparciu o teksty XVII-wieczne i późniejsze.
Oczywiście jest później pojmanie flisaka, zakucie w dyby i ostatecznie kończy się to porozumieniem, zgodą włodarzy miasta na wejście do miasta, jest przemarsz huczny, dołączają się turyści, przejście grupy flisaków, na to wydarzenie przyjeżdżają flisacy z różnych stron, są ulanowscy, są śląscy, krakowscy, więc wygląda to dosyć ciekawie, dla turystów szczególnie. Później są pokazy szkutnicze, są zajęcia, plener malarski.
(Nowa Dęba, Wiesław Ordon, wywiad prowadził Janusz Radwański)
Studnia w Lubince
„Przy drodze przy samym mostku studnia była na dwa betony i tam ludzie w tych nosiłkach, co miały taki ten pręt i nosiłki. Studnia dla wszystkich i stąd nosili nosiłkami, bo nie było wodociągów. Tera już tej studni nie ma, bo zasypana została. To była wspólna dla nich, ile tych gospodarzy tam mieszkało, tam przychodzili i tymi wiadrami do domu nabierali.”
(Cieplice, Edward Połeć,wywiad prowadziła Magdalena Fołta)
(Cieplice, Edward Połeć,wywiad prowadziła Magdalena Fołta)