Idzie luty, podkuj buty…
Luty to miesiąc, który zdecydowanie nie miał dobrej opinii wśród dawnych Słowian. Do naszych czasów w języku polskim (ale też i ukraińskim) zachowała się nazwa wywodząca się od prasłowiańskiego słowa oznaczającego coś srogiego, bezlitosnego. W staropolszczyźnie używano też nazwy strępacz, którą Brückner wywodzi od ‘strzępienia’ dróg zmrożoną grudą.. ale może i butów? Bo, jak widać w przytoczonym w tytule przysłowiu, przygotowanie butów na tę końcówkę zimy było dla naszych przodków ważne.
Lepsze oficery czy chodoki?
Żeby sprawdzić dlaczego, warto zerknąć na niepozorne eksponaty muzealne, jakimi są oficery albo cholywioki – skórzane buty z cholewami. Na pierwszy rzut oka nie różnią się zbytnio od współczesnych kozaków, ale różnica polega na technice wykonania, a z perspektywy użytkownika – tkwi w podeszwie. Współczesne są zwykle wykonane z tworzyw zapewniających przyczepność i wyposażone w bieżnik. Dawne były zrobione z kilku warstw skóry przybitych do przyszwy drewnianymi kołeczkami. Taka podeszwa izolowała od podłoża lepiej niż chodoki (zob. na zdjęciu) – lasowiackie buty zrobione z jednego kawałka skóry i na pewno zapewniała stopie lepszą ochronę niż przy chodzeniu boso. Miała jednak dwie wady. Po pierwsze – skórzane podeszwy ścierały się i z czasem robiły się w nich dziury. Po drugie i, w kontekście lutego ważniejsze, skórzane podeszwy były gładkie. W butach na skórzanych podeszwach łatwo się poślizgnąć nawet latem np. na trawie, a na lodzie czy ubitym śniegu oficery nie zapewniają o wiele lepszej przyczepności niż łyżwy. Rozwiązaniem problemu były metalowe podkówki przybijane do obcasów przez szewców, czasami uzupełniane o metalową żabkę przybijaną na nosku. Tak podkute buty mogły pomagać właścicielowi radzić sobie lepiej na śliskiej nawierzchni. Dodatkowo podkówki chroniły samą podeszwę przed ścieraniem się.
Pomysły mrożące krew w żyłach...
Oczywiście musimy pamiętać, że skórzane buty były na tyle drogie, że nie każdy mógł sobie na nie pozwolić. Alternatywą mogły oczywiście być chodoki wspomniane wyżej, ale były też inne rozwiązania. O jednym z najciekawszych wspominał Franciszek Kotula. Zgodnie z jego badaniami w Puszczy Sandomierskiej sposobem na mroźną pogodę było owinięcie stopy w grubą warstwę szmat i… oblanie wodą. Ta, zamarzając, tworzyła lodową skorupę na wierzchu. Tak przygotowane prowizoryczne obuwie chroniło stopy użytkownika.
Komu zimno robi się na samą myśl o takim rozwiązaniu, niech zamiast tego spojrzy na podeszwy butów, czy nie trzeba ich przed lutym podkuć.
Janusz Radwański
Komu zimno robi się na samą myśl o takim rozwiązaniu, niech zamiast tego spojrzy na podeszwy butów, czy nie trzeba ich przed lutym podkuć.
Janusz Radwański
Bibliografia:
F. Kotula, Z Sandomierskiej Puszczy, Kraków 1962 r.
A. Brückner, Słownik etymologiczny języka polskiego, Kraków 1927 r.
A. Brückner, Słownik etymologiczny języka polskiego, Kraków 1927 r.