Płaczcie anieli
Jak pisze Kinga Strycharz-Bogacz, pieśni wielkanocne i wielkopostne są najstarszymi polskimi pieśniami religijnymi. Samo w sobie nie byłoby to może aż tak ciekawe, gdyby nie to, że niektóre z tych najstarszych, średniowiecznych jeszcze tekstów i melodii wciąż są w obiegu – czy to kościelnym, czy to jako ludowe pieśni postne, pasyjne i wielkanocne. Tak się stało z pieśnią o incipicie Krystus z martwych wstał je. Jej melodia pochodzi z XI wieku, tekst co najmniej z XIV i w uwspółcześnionej językowo w XIX wieku wersji będzie śpiewana w kościołach. Podobnie rzecz się ma z Żołtarzem z Jezusów (Jezusa Judasz przedał za pieniądze nędzne) – Władysław (lub Ładysław) z Gielniowa napisał ją około 1488 roku, a w ludowym repertuarze wielkopostnym pieśń ta jest obecna do dziś. Jak to się stało, że ten repertuar okazał się tak trwały?
Jezusa Judasz przedał za pieniądze nędzne,
Bóg Ojciec Syna zesłał na zbawienie duszne.
Jezus kiedy wieczerzał, Swe Ciało rozdawał,
Apostoły Swe miłe Swoją krwią napawał.
Jezus w ogrodziec wstąpił z swymi miłosniki,
Trzykroć się Oćcu modlił za wszytki grzeszniki;
Krwawy pot z Niego płynął dla boju silnego.
Duszo miła, oględaj miłosnika twego!
Bóg Ojciec Syna zesłał na zbawienie duszne.
Jezus kiedy wieczerzał, Swe Ciało rozdawał,
Apostoły Swe miłe Swoją krwią napawał.
Jezus w ogrodziec wstąpił z swymi miłosniki,
Trzykroć się Oćcu modlił za wszytki grzeszniki;
Krwawy pot z Niego płynął dla boju silnego.
Duszo miła, oględaj miłosnika twego!
Od misteriów
Pieśni, które śpiewamy dzisiaj w tym okresie biorą swój początek w średniowiecznych misteriach.
„U podstaw powstania polskich pieśni wielkanocnych leży dramat liturgiczny. Ma on swoje źródło w liturgii, w której przeciwstawianie śpiewu chóru i kapłana stworzyło początki gry dramatycznej. Dramaty wykonywano dla uświetnienia uroczystości religijnych w miejscach sakralnych. Początkowo brali w nich udział klerycy, a z czasem włączył się w nie lud ze śpiewami w języku narodowym” – czytamy w artykule Kingi Strycharz-Bogacz. Pieśni towarzyszące kościelnym misteriom wyszły z czasem poza swój pierwotny kontekst i weszły do ludowego repertuaru religijnego. Co ciekawe, podobną genezę mają niektóre formy kolędowania – i tak np. kolędowanie z szopką również pojawiło się pod strzechami, gdy nazbyt wesołych kolędujących wyrzucono z kościołów, gdzie współtworzyli religijny teatr. W pewnym sensie zarówno na bogactwo repertuaru wielkopostnego, i na różnorodność kolędy wpłynął zwyczaj przedstawiania niepiśmiennemu ludowi biblijnych wydarzeń za pomocą kościelnych dramatów.
„U podstaw powstania polskich pieśni wielkanocnych leży dramat liturgiczny. Ma on swoje źródło w liturgii, w której przeciwstawianie śpiewu chóru i kapłana stworzyło początki gry dramatycznej. Dramaty wykonywano dla uświetnienia uroczystości religijnych w miejscach sakralnych. Początkowo brali w nich udział klerycy, a z czasem włączył się w nie lud ze śpiewami w języku narodowym” – czytamy w artykule Kingi Strycharz-Bogacz. Pieśni towarzyszące kościelnym misteriom wyszły z czasem poza swój pierwotny kontekst i weszły do ludowego repertuaru religijnego. Co ciekawe, podobną genezę mają niektóre formy kolędowania – i tak np. kolędowanie z szopką również pojawiło się pod strzechami, gdy nazbyt wesołych kolędujących wyrzucono z kościołów, gdzie współtworzyli religijny teatr. W pewnym sensie zarówno na bogactwo repertuaru wielkopostnego, i na różnorodność kolędy wpłynął zwyczaj przedstawiania niepiśmiennemu ludowi biblijnych wydarzeń za pomocą kościelnych dramatów.
Na Twe święte ramiona krzyż już włożono,
na śmierć jako baranka poprowadzono;
Trzykroć pod krzyżem upadasz, zmiłowania nie oglądasz,
wszystek zemdlony;
Cyreneusz krzyż podpiera, Weronika twarz ociera,
takeś zmęczony.
Na górze Kalwarii już Cię krzyżują,
Gwoździe, młoty i włócznię na Cię gotują;
Wleką na krzyż przybitego, do miejsca naznaczonego,
serce me mdleje;
Patrząc na Twą mękę srogą i krew Przenajświętszą drogą,
która się leje.
na śmierć jako baranka poprowadzono;
Trzykroć pod krzyżem upadasz, zmiłowania nie oglądasz,
wszystek zemdlony;
Cyreneusz krzyż podpiera, Weronika twarz ociera,
takeś zmęczony.
Na górze Kalwarii już Cię krzyżują,
Gwoździe, młoty i włócznię na Cię gotują;
Wleką na krzyż przybitego, do miejsca naznaczonego,
serce me mdleje;
Patrząc na Twą mękę srogą i krew Przenajświętszą drogą,
która się leje.
Śpiewać w swoim języku
Ważnym kontekstem powstawania i funkcjonowania tych pieśni jest łacińska msza. Odprawiana była w języku niezrozumiałym dla zdecydowanej większości uczestników. Gdy wezwania księdza były po łacinie, a odpowiadali na nie ministranci, ludzie mogli śpiewać długie, rozbudowane pieśni w swojej mowie. Nieprzypadkowo te tradycyjne mają po kilkanaście, a często kilkadziesiąt zwrotek – na ich wykonanie było sporo czasu. Z drugiej strony łacińska liturgia, jak pisze ks. Michał Chorzępa, rodziła w ludziach potrzebę nabożeństw w zrozumiałym dla nich języku. Taka jest geneza m.in. dróg krzyżowych, nabożeństw majowych i Gorzkich Żali. Te ostatnie nosiły pierwotnie tytuł Snopek mirry z ogrodu getsemanskiego albo Żałosne Gorzkiey Męki Syna Bożego podczas Postu Wielkiego na passyach około godzin nieszpornych po południu rozpamiętywanie dla zapalenia miłości serc ludzkich ku niewinney Męce Pana i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa oraz ku Przenayświętszey Pannie Maryi Bolesney za dozwoleniem zwierzchności duchowney do druku podany (nic dziwnego, że w powszechnej świadomości utrwaliły się po prostu ich pierwsze słowa) i powstały na początku XVIII wieku na potrzeby Bractwa św. Rocha działającego przy kościele św. Krzyża w Warszawie.
Wszystkie te nabożeństwa były drogą, którą ludowe pieśni przenikały do tradycji kościoła.
Zezwalając na śpiew ludowy zdawano sobie sprawę z wpływu, jaki wywierał na całokształt życia religijnego, przyczyniając się wielce do religijnego uświadomienia szerokich mas społecznych – pisze ksiądz Chorzępa i chociaż ma na myśli ludowy w znaczeniu w języku ludu, czyli po prostu po polsku, to zdanie to jest prawdziwe także w wypadku ludowych tradycji śpiewaczych.
Wszystkie te nabożeństwa były drogą, którą ludowe pieśni przenikały do tradycji kościoła.
Zezwalając na śpiew ludowy zdawano sobie sprawę z wpływu, jaki wywierał na całokształt życia religijnego, przyczyniając się wielce do religijnego uświadomienia szerokich mas społecznych – pisze ksiądz Chorzępa i chociaż ma na myśli ludowy w znaczeniu w języku ludu, czyli po prostu po polsku, to zdanie to jest prawdziwe także w wypadku ludowych tradycji śpiewaczych.
Na krzyżu o godzinie szóstej rozciągniony,
Między łotry złośliwie Jezus policzony:
Żółć z octem pragnącemu w mękach podawano;
Ciężko się z Zbawiciela świata natrząsano.
W czas dziewiątej na krzyżu Pan skonał godziny,
Eli głosząc, dał Ojcu duszę swą bez winy;
Źródło w boku przekłutym nam się otworzyło,
Ziemia srodze zadrżała, słońce się zaćmiło
Między łotry złośliwie Jezus policzony:
Żółć z octem pragnącemu w mękach podawano;
Ciężko się z Zbawiciela świata natrząsano.
W czas dziewiątej na krzyżu Pan skonał godziny,
Eli głosząc, dał Ojcu duszę swą bez winy;
Źródło w boku przekłutym nam się otworzyło,
Ziemia srodze zadrżała, słońce się zaćmiło
Jak w Jerozolimie
Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego pieśni wielkopostne i pasyjne tak dobrze zachowywały się w ludowym repertuarze, musimy przyjrzeć się emocjom ich wykonawców. Umożliwia nam to praca Stefana Czarnowskiego Kultura. Pisze on w niej o ludowym stosunku do sacrum:
W tym zespoleniu przedstawienia istoty świętej z jej wizerunkiem, tak daleko idącym, że dochodzącym nieomal utożsamienia, przejawia się niewątpliwie pewna mentalność religijna, mało lub zupełnie zdolna do rozróżnienia rzeczy świętej od jej wyrazu, czynności obrzędowej od wywołanego przez nią lub towarzyszącego jej wzruszenia, symbolu lub reprodukcji od treści istotnej i wzoru.
Dla ludowej pobożności charakterystyczne było (i, poniekąd, nadal jest) bardzo emocjonalne przeżywanie tego, co święte i potrzeba doświadczania sacrum za pomocą zmysłów. Stąd m.in. popularny od XVI wieku zwyczaj budowania kalwarii. Pielgrzymowanie do nich zastępowało niedostępną dla większości wiernych pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Były to stacje Drogi Krzyżowej umieszczone w plenerze, o ile to możliwe, jak najbardziej zbliżonym wyglądem do okolic Jerozolimy – z pochyłościami i, najlepiej, jakąś rzeką. Wszystko po to, żeby jak najwierniej odtworzyć wydarzenia z początku I wieku i pozwolić ludziom jak najmocniej ich doświadczyć.
W tym zespoleniu przedstawienia istoty świętej z jej wizerunkiem, tak daleko idącym, że dochodzącym nieomal utożsamienia, przejawia się niewątpliwie pewna mentalność religijna, mało lub zupełnie zdolna do rozróżnienia rzeczy świętej od jej wyrazu, czynności obrzędowej od wywołanego przez nią lub towarzyszącego jej wzruszenia, symbolu lub reprodukcji od treści istotnej i wzoru.
Dla ludowej pobożności charakterystyczne było (i, poniekąd, nadal jest) bardzo emocjonalne przeżywanie tego, co święte i potrzeba doświadczania sacrum za pomocą zmysłów. Stąd m.in. popularny od XVI wieku zwyczaj budowania kalwarii. Pielgrzymowanie do nich zastępowało niedostępną dla większości wiernych pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Były to stacje Drogi Krzyżowej umieszczone w plenerze, o ile to możliwe, jak najbardziej zbliżonym wyglądem do okolic Jerozolimy – z pochyłościami i, najlepiej, jakąś rzeką. Wszystko po to, żeby jak najwierniej odtworzyć wydarzenia z początku I wieku i pozwolić ludziom jak najmocniej ich doświadczyć.
Siła pieśni
Idąc na Drogę Krzyżową lub śpiewając pieśni pasyjne, mieszkaniec dawnej wsi nie traktował ich jak symbolu czy opowieści o dawnych wydarzeniach. Jak zauważa Czarnowski, przeżywał je tak samo, jakby działy się tu i teraz:
Zachowanie się jego w czasie wędrówki od stacji do stacji, oraz następne wypowiedzi uczestników pielgrzymek pozwalają stwierdzić, że przeżycia ich są nie tylko głębokie, ale że nie odróżniają ich oni od przeżyć, których by doznawać musiał rzeczywisty widz Męki Pańskiej, towarzysz historycznej wędrówki Jezusa od Wieczernika, poprzez Górę Oliwną, więzienie, sądy, aż na Golgotę do Świętego Grobu. Czas, który upłynął od chwili Męki, zatraca się. Tajemnica Odkupienia staje się tak aktualna, że przybiera postać zmysłowej rzeczywistości.
Ludowe pieśni o męce i śmierci Jezusa były pełne autentycznego współczucia. Nic dziwnego, że część nich była lub nadal jest śpiewana także jako pieśni pogrzebowe. Zawierają opis ludzkiego cierpienia i umierania, z którym wykonawca łatwo mógł się utożsamić, zarówno z cierpieniem, jak i śmiercią stykając się w bezpośrednim otoczeniu.
I w ten sposób, jak pisze J. Reiss,
Fascynujący rytm pieśni wywiera potężny wpływ na wszystkich. Pieśń działa sugestywnie; chwiejny, bezradny tłum da się porwać hipnotyzującej sile pieśni; ona bowiem wydobywa z najgłębszych pokładów duszy utajone uczucia, zapala serce płomieniem entuzjazmu i nastraja je na ton jednomyślnej woli i solidarności. Czym była pieśń nasza w okresie niewoli, doświadczyliśmy sami.
Chociaż dawne, ludowe pieśni często są wypierane z kościołów przez nowszą muzykę religijną, można zakładać, że wielkopostnym i pasyjnym na razie to nie grozi. Skoro przetrwały kilkaset lat, to jeszcze trochę będziemy mogli je podziwiać.
Janusz Radwański
Fot. Wojciech Dulski
Zachowanie się jego w czasie wędrówki od stacji do stacji, oraz następne wypowiedzi uczestników pielgrzymek pozwalają stwierdzić, że przeżycia ich są nie tylko głębokie, ale że nie odróżniają ich oni od przeżyć, których by doznawać musiał rzeczywisty widz Męki Pańskiej, towarzysz historycznej wędrówki Jezusa od Wieczernika, poprzez Górę Oliwną, więzienie, sądy, aż na Golgotę do Świętego Grobu. Czas, który upłynął od chwili Męki, zatraca się. Tajemnica Odkupienia staje się tak aktualna, że przybiera postać zmysłowej rzeczywistości.
Ludowe pieśni o męce i śmierci Jezusa były pełne autentycznego współczucia. Nic dziwnego, że część nich była lub nadal jest śpiewana także jako pieśni pogrzebowe. Zawierają opis ludzkiego cierpienia i umierania, z którym wykonawca łatwo mógł się utożsamić, zarówno z cierpieniem, jak i śmiercią stykając się w bezpośrednim otoczeniu.
I w ten sposób, jak pisze J. Reiss,
Fascynujący rytm pieśni wywiera potężny wpływ na wszystkich. Pieśń działa sugestywnie; chwiejny, bezradny tłum da się porwać hipnotyzującej sile pieśni; ona bowiem wydobywa z najgłębszych pokładów duszy utajone uczucia, zapala serce płomieniem entuzjazmu i nastraja je na ton jednomyślnej woli i solidarności. Czym była pieśń nasza w okresie niewoli, doświadczyliśmy sami.
Chociaż dawne, ludowe pieśni często są wypierane z kościołów przez nowszą muzykę religijną, można zakładać, że wielkopostnym i pasyjnym na razie to nie grozi. Skoro przetrwały kilkaset lat, to jeszcze trochę będziemy mogli je podziwiać.
Janusz Radwański
Fot. Wojciech Dulski
Płaczcie Anieli, płaczcie duchy święte,
Radość Wam dzisiaj i wesele wzięte;
Płaczcie przy śmierci, płaczcie przy pogrzebie
Króla waszego i Boga na niebie.
(…)
Płaczcie i ryby i wielorybowie,
Płaczcie syreny, płaczcie delfinowie;
Płaczcie pod wodą niepojęte dziwy,
Umarł Pan a wasz Stworzyciel prawdziwy.
Radość Wam dzisiaj i wesele wzięte;
Płaczcie przy śmierci, płaczcie przy pogrzebie
Króla waszego i Boga na niebie.
(…)
Płaczcie i ryby i wielorybowie,
Płaczcie syreny, płaczcie delfinowie;
Płaczcie pod wodą niepojęte dziwy,
Umarł Pan a wasz Stworzyciel prawdziwy.
Bibliografia
M. Chorzępa, Gorzkie Żale, ich geneza i rozwój historyczny, [w:] Nasza Przeszłość, 12 1960.
S. Czarnowski, Kultura, Warszawa 1948.
J. Reiss, Socjologiczne podłoże śląskiej pieśni ludowej, Katowice 1935.
K. Strycharz-Bogacz, Śpiewy wielkanocne w liturgii i ludowej tradycji muzycznej na Podkarpaciu analiza i charakterystyka, [w:] „Roczniki teologiczne”, tom XIII, zeszyt 13.
A. Zoła, Polskie pieśni wielkopostne, [w:] CD-booklet Pieśni Polskie: Wielkopostne. Międzynarodowa Szkoła Muzyki Tradycyjnej, Lublin 2005.
S. Czarnowski, Kultura, Warszawa 1948.
J. Reiss, Socjologiczne podłoże śląskiej pieśni ludowej, Katowice 1935.
K. Strycharz-Bogacz, Śpiewy wielkanocne w liturgii i ludowej tradycji muzycznej na Podkarpaciu analiza i charakterystyka, [w:] „Roczniki teologiczne”, tom XIII, zeszyt 13.
A. Zoła, Polskie pieśni wielkopostne, [w:] CD-booklet Pieśni Polskie: Wielkopostne. Międzynarodowa Szkoła Muzyki Tradycyjnej, Lublin 2005.