W gościnie u Zielorza
Jest letni dzień. Przed chałupą Antoniego Szylara, zwanego powszechnie Zielorzem, stoi kolejka – sznur furmanek, które przywiozły ze wsi i z najbliższej okolicy chorych. Muszą się uzbroić w cierpliwość, ale wiedzą, że każdego z nich Antoni przyjmie i, jeśli tylko jego zioła będą mogły pomóc, ulży w chorobie. Jeśli nie – odeśle do dyplomowanego lekarza. Ludzie wolę jednak najpierw udać się do niego, bo, w odróżnieniu od medyków wykształconych na uniwersytetach, nie bierze pieniędzy od swoich pacjentów, a wyleczyć potrafi. Ma w domu zeszyt, który pełen jest imion i nazwisk ludzi, którym uratował zdrowie, a czasem i życie. Skąd u niego takie zdolności? Jego pierwszą szkołą były okopy pierwszej wojny światowej, gdzie, jak mówią we wsi, w czasie służby w austro-węgierskim wojsku zdobył część swojej wiedzy. Naukę kontynuował już w Markowej, w alkierzu swojej chałupy, w chwilach wolnych od roboty w polu, czytając, co mu tylko wpadło w ręce.
Od bogactwa do biedy
Czekający w kolejce, jeśli są spoza Markowej, patrząc na okazałą przysłupową chałupę Zielorza, mogą myśleć , że będzie ich leczył bogaty gospodarz. Nic bardziej mylnego. Bogactwo to w rodzinie Szylarów pieśń odległej przeszłości. Owszem, pradziadek Antoniego Szylara, Szymon, gospodarował na 24 morgach, jego syn, Marcin, na 12, dziedziczący po nim Jan na pięciu, a Antoni Szylar na dwóch. To mniej więcej jeden hektar. Zbyt mało, żeby wyżywić siedmioosobową rodzinę, mieszkającą teraz w gospodarstwie.
Co jest w środku?
Wreszcie przychodzi nasza kolej. Wchodzimy do przelotowej sieni. Mijamy komorę – dawniej służyła do przechowywania zboża. Dziś, gdy dwumorgowe gospodarstwo nie pozwala na gromadzenie dużych zapasów, mieszka w niej czterech synów Szylarów. Izba, w której Zielorz przyjmuje pacjentów ma wiele funkcji. Teraz jest lecznicą, ale jeszcze rano służyła rodzinie jako kuchnia i jadalnia. Gdy wszyscy pacjenci zostaną obsłużeni, Antoni stanie przy warsztacie stolarskim stojącym w rogu, żeby łatać domowy budżet, robiąc ozdobne ramy obrazów. Albo usiądzie na stołeczku przy piecu, żeby reperować dzieciom buty – w ten sposób zaoszczędzi, nie musząc oddawać obuwia do szewca. Wieczorem izba z warsztatu zamieni się w sypialnię – Aleksandra, pierworodna córka Szylarów rozłoży stojący pod oknem ślubanek i położy się po pracowitym dniu. Czy unoszący się w całym domu zapach suszących się ziół pomaga jej zasnąć? Czy przyzwyczajona do niego od dziecka już go nie czuje?
Co jest w środku?
Wreszcie przychodzi nasza kolej. Wchodzimy do przelotowej sieni. Mijamy komorę – dawniej służyła do przechowywania zboża. Dziś, gdy dwumorgowe gospodarstwo nie pozwala na gromadzenie dużych zapasów, mieszka w niej czterech synów Szylarów. Izba, w której Zielorz przyjmuje pacjentów ma wiele funkcji. Teraz jest lecznicą, ale jeszcze rano służyła rodzinie jako kuchnia i jadalnia. Gdy wszyscy pacjenci zostaną obsłużeni, Antoni stanie przy warsztacie stolarskim stojącym w rogu, żeby łatać domowy budżet, robiąc ozdobne ramy obrazów. Albo usiądzie na stołeczku przy piecu, żeby reperować dzieciom buty – w ten sposób zaoszczędzi, nie musząc oddawać obuwia do szewca. Wieczorem izba z warsztatu zamieni się w sypialnię – Aleksandra, pierworodna córka Szylarów rozłoży stojący pod oknem ślubanek i położy się po pracowitym dniu. Czy unoszący się w całym domu zapach suszących się ziół pomaga jej zasnąć? Czy przyzwyczajona do niego od dziecka już go nie czuje?
Markowa i jej Zielorz
Nowy scenariusz wyposażenia chałupy Szylarów z Markowej pokazuje powszedni dzień tej rodziny w okolicach 1937 roku. Szylarowie byli wtedy zbiedniałą chłopska rodziną, jakich w tej wsi było wiele. Wskutek dzielenia ziemi między dzieci z pokolenia na pokolenie gospodarstwa malały, coraz trudniej było się utrzymać z pracy na roli. Na wystawie w chałupie Szylarów pokazuje to warsztat stolarski wstawiony do izby – rzemiosło stawało się dodatkowym zajęciem pomagającym przetrwać. Z drugiej strony Antoni Szylar był postacią wyjątkową – wiejskim zielarzem, który swoją wiedzę czerpał z naukowych książek, leczył za darmo i… wywoływał duchy.
Wnętrze chałupy pokazuje obraz codziennego życia Szylarów, jaki wyłania się z wywiadów z członkami rodziny Antoniego Szylara i jego sąsiadami – żyjącymi do dziś ludźmi pamiętającymi markowskiego Zielorza. Wiadomości zebrane w terenie zostały uzupełnione o źródła archiwalne, tak, żeby jak najwierniej odtworzyć wygląd wnętrza tej chałupy. Zobaczymy też samych gospodarzy – Antoniego i Anielę Szylarów na wspólnej fotografii z czasów I wojny światowej, oraz Antoniego Szylara na zdjęciu z Józefem Ulmą, z którym się dobrze znali.
Nowa ekspozycja daje nam szansę zanurzenia się w markowską codzienność sprzed 90 lat.
Janusz Radwański
Wnętrze chałupy pokazuje obraz codziennego życia Szylarów, jaki wyłania się z wywiadów z członkami rodziny Antoniego Szylara i jego sąsiadami – żyjącymi do dziś ludźmi pamiętającymi markowskiego Zielorza. Wiadomości zebrane w terenie zostały uzupełnione o źródła archiwalne, tak, żeby jak najwierniej odtworzyć wygląd wnętrza tej chałupy. Zobaczymy też samych gospodarzy – Antoniego i Anielę Szylarów na wspólnej fotografii z czasów I wojny światowej, oraz Antoniego Szylara na zdjęciu z Józefem Ulmą, z którym się dobrze znali.
Nowa ekspozycja daje nam szansę zanurzenia się w markowską codzienność sprzed 90 lat.
Janusz Radwański